Petersburg

20150604_234055ab

W tegoroczny długi czerwcowy weekend  miałam okazję wybrać się na  wycieczkę do Sankt Petersburga.

Wiem, kierunek specyficzny, jak na obecną sytuację, ale w końcu darowanej wycieczce w zęby się nie zagląda. A jest to miejsce warte zobaczenia, do którego pewnie sama bym się nie wybrała.

Wiadomo, w tak krótkim czasie nie da się obejrzeć nawet kilku procent tego, co by się chciało, choćby nie wiadomo jak napięty był plan wyjazdu. Ale muszę przyznać, że zwiedziliśmy przynajmniej podstawy podstaw. Jedno, co było pierwotnie w planie, a czego nie udało nam się zaliczyć, to krążownik Aurora, który akurat jest w remoncie. Cóż, nie można mieć wszystkiego;)

04.06.2015 (czwartek)

Na lotnisko dotarliśmy jeszcze przed dziewiątą rano. Wszystko poszło szybko i sprawnie, zrezygnowaliśmy jedynie z ostreczowania walizek. Ola Wam radzi, róbcie to w domu- 50 zł na lotnisku to chyba jednak trochę przegięcie. Szybkie zakupy w sklepie bezcłowym i już siedzieliśmy w samolocie z zatkanymi uszami, a ja jak zwykle z nosem w szybie przeklinając swoją ignorancję w dziedzinie geografii (hmm… co to może być za rzeka, nad którą teraz lecimy? O, a tu druga… To my mamy jakieś dwie duże rzeki tak blisko siebie?)

Po odprawie paszportowej w Rosji, gdzie miałam wreszcie okazję wykazać się moją biegłą znajomością rosyjskiego (-Otkuda Wy? -Yyyy… eee… hmm… A! Warszawa!) powitała nas pani Ludmiła, Rosjanka polskiego pochodzenia. Zapakowaliśmy walizki (wszystkie doleciały!) do jednego busika, który pojechał do hotelu, a siebie do drugiego, który z kolei zawiózł nas na lunch. W szybkiej przerwie na ogarnięcie się w hotelu między lunchem, a dalszą częścią programu zorganizowaliśmy sobie własną atrakcję w postaci degustacji pigwówki (całuski dla autora:* ).

Po przerwie busik zawiózł nas z hotelu na nabrzeże rzeki Fontanki, skąd mała wycieczkowa łódka z przeszklonym dachem zabrała nas na rejs. W Petersburgu wybudowano porażającą ilość kanałów i mostów, z których największe są podnoszone w nocy, żeby umożliwić przepłynięcie większym statkom. Nawet na niewielkich rzeczkach mosty są niewysokie, co bardzo ładnie wygląda (wiszą nisko nad wodą), ale jest nieco niepraktyczne:)

DSC_8742aa

Na łódkach i stateczkach widnieją specjalne ostrzeżenia dla pasażerów…DSC_8772aa

*Szanowni Goście, Petersburg ma 500 mostów, a Państwo macie tylko jedną głowę. Uwaga na głowy pod mostami.

Sam rejs był fantastyczny, widoki z wody są niesamowite:

DSC_8775a

DSC_8853a

DSC_8783a

No i faktycznie, przy niektórych mostach można było dotknąć ręką stropu, a innym trzeba było się pokłonić

DSC_8845a

Z Fontanki wypłynęliśmy na Newę, gdzie straszliwie wiało, ale przynajmniej wyszło słoneczko. Na Newie jedynym mostem, pod jakim przepływaliśmy był Troitskyi Most wybudowany przez niejakiego Eiffel’a (ktoś tu miał hopla na punkcie żelastwa)

DSC_8794a

Za mostem z rzeki rozciągał się piękny widok, z jednej strony na Wyspę Zajęczą (kiedyś hodowali tu i polowali na zające) z iglicą Twierdzy Pietropawłowskiej,

DSC_8811a

a z drugiej na Ermitaż

DSC_8804a

Po skończonym rejsie pokręciliśmy się jeszcze trochę po centrum miasta, zahaczając między innymi o: Teatr Aleksandryjski…

DSC_8893a

…okolice…

DSC_8894a

… i pomnik Katarzyny II (wraz z gachami), która jak się dowiedzieliśmy dobrą kobietą była o złotym sercu. Nie jestem przekonana, czy poza Rosją jest to powszechna opinia.

DSC_8900a

Pierwotnie plan wycieczki zakładał, że teraz powinniśmy pojechać do hotelu, żeby się odświeżyć, przebrać, upudrować noski i takie tam, tymczasem plan się zmienił i do wyrąbanej w kosmos, ekskluzywnej restauracji w biurowcu Gazpromu pojechaliśmy w trampkach, dżinsach i z plecaczkami. Ciekawe, czy to my wzbudzaliśmy większe zainteresowanie, czy facet w sukience z zielonymi włosami:)

Po kolacji przespacerowaliśmy się chwilę po okolicy hotelu, sprawdzić, co to za wielkie halo z tymi białymi nocami. Były chmury, ciemno, ale powiedzmy, że i tak jaśniej, niż u nas o tej porze (23:30).

20150604_225743a

 05.06.2015 (piątek)

Po hotelowym śniadaniu (mmm… owoce i kawka) wyruszyliśmy na cały dzień zwiedzania.

Pierwszy przystanek – Sfinksy przy Moście Egipskim, który kiedyś się zawalił, bo przespacerował się po nim oddział kawalerii.

DSC_8920a

drugi przystanek – dawne latarnie nad Newą, u stóp których siedzą białe figury, mające reprezentować największe rosyjskie rzeki.

Vetheme.pl

No i wreszcie dojechaliśmy do przystanku trzeciego- Fortecy Petropawłowskiej z Soborem Piotra i Pawła.

DSC_8954a

Wewnątrz cerkwi, rzecz jasna złoto kapie ze wszystkich stron, zalewa i przytłacza, ale jak mawiają: nie ładne, co ładne, ale co się komu podoba…

DSC_8946a

Niewiele się dowiedziałam, szczerze mówiąc, bo przewodniczka mówiła bardzo cicho, a tłumy turystów nie pomagały w skupieniu się, ale sama cerkiew to pikuś: po obejściu świątyni wewnątrz, zostaliśmy zaciągnięci do małego korytarzyka i przeszliśmy do małej kapliczki:

DSC_8933a

w której tamtejsi duchowni dali koncert prawdziwego cerkiewnego śpiewu. Całe pomieszczenie zostało specjalnie do tego zaprojektowane, żeby takie występy były akustycznie idealne. Niestety nie można było ani robić zdjęć, ani nagrywać, więc musicie mi uwierzyć na słowo, że było fantastycznie. Całość trwała krótko- batiuszkowie odśpiewali tylko “Ojcze nasz” po starocerkiewnosłowiańsku (ech, przypominają się czasy studiów, kiedy trzeba było się tego nauczyć na pamięć), ale i tak przebili na głowę zwiedzanie samej świątyni:)

Z Soboru nasz rydwan zawiózł nas z powrotem na ląd, pod Sobór Zmartwychwstania Pańskiego. Inaczej jest nazywany “Cerkwią na krwi”, ponieważ została wybudowana w miejscu, gdzie odbył się zamach na cara Aleksandra II.

DSC_8962a

Wnętrze złotem kapie nieco mniej, bo wszędzie na ścianach są mozaiki

DSC_8966a

Stamtąd wróciliśmy już właściwie pod hotel, czyli do Soboru Świętego Izaaka. W środku wygląda… cóż, jak cerkiew…

DSC_8987a

za to z zewnątrz robi wrażenie

DSC_8912a

Po przerwie na lunch nastąpił długo wyczekiwany moment, czyli (tra ta tam tam tatam)

ERMITAŻ

Którego główną częścią jest Pałac Zimowy, chociaż całe muzeum rozmieszczone jest w pięciu pałacach (nie licząc filii). Co zadziwiające, w Ermitażu, czyli w najbardziej wypaśnym z wypaśnych muzeów w Petersburgu (a nawet w całym kraju) podejście do turystów jest nietypowo normalne- można robić zdjęcia, nie trzeba dodatkowo za to płacić, no i (proszę o fanfary) nikt nas nie odziewa w najbardziej znienawidzone obuwie świata, czyli uświęcone muzealną tradycją filcowe kapciuszki.

Wewnątrz tradycyjnie po ścianach leje się złoto

DSC_9086a

Trzeba przyznać, jak rzekłby klasyk, że mają rozmach…

DSC_9027a

Taka tam skromna kapliczka, co by carowie mogli się w spokoju i pokorze zbliżyć do Boga…

DSC_9082a

Natrzaskaliśmy w muzeum naprawdę mnóstwo kilometrów, a nie obejrzeliśmy pewnie nawet 1% tego, co jest tam do obejrzenia. Dodatkową przeszkodą były niektóre wycieczki. Ja naprawdę nie jestem rasistką, serio-serio. Ale dotychczas wydawało mi się, że najgorszy gatunek turysty jaki można spotkać to nawalony Polak w skarpetkach do sandałów, koszulce a la Ferdek Kiepski i z reklamówką z Biedronki w łapie. Teraz już wiem, że jak widzę z daleka hordę Azjatów, to nie zobaczę, ani nie usłyszę nic. Lepiej usiąść na kawę, odczekać godzinkę, aż przejdą i dopiero wtedy zwiedzać. Koszmar.

Po odświeżeniu się i kolacji wybraliśmy się całą grupą podbijać miasto. Głównym założeniem było obejrzeć wieczorny spektakl nad Newą- o godzinie 01:30 w nocy podnoszone są największe mosty (14 sztuk), żeby statki mogły się przedostać na jezioro Ładoga. Na podnoszenie nie zdążyliśmy- statki już pruły wzdłuż nabrzeża między podniesionymi skrzydłami mostów

20150606_015930a

Wówczas część grupy wróciła do hotelu, a ja i reszta poszliśmy pokręcić się jeszcze przy brzegu. Już mieliśmy wracać, bo nie chciało nam się czekać, żeby obejrzeć opuszczanie. Ponieważ miało się odbyć dopiero za godzinę, to skrzydła były już w połowie drogi w dół, zanim się zorientowałam i zaczęłam nagrywać filmik;P (ale się nie zmieścił na stronie;P)

Tej nocy widać było nieco lepiej, że jest biała- foto z godziny 01:20.

20150606_012106a

Przy czym o tej porze miasto tętni życiem, ludzie chodzą po knajpach (czynne przeważnie do 06:00), spacerują, jeżdżą na rolkach i na rowerach (przy czym nie widziałam tam ani pół metra ścieżki rowerowej). Na głównym placu przed Ermitażem grają w tenisa, jeżdżą bryczkami, grają w gry itd. Aha, jeszcze gdybym sama nie widziała, to nie uwierzyłabym, że zasuwają konno po ulicach w centrum…

06.06.2015 (sobota)

Po czterech godzinach snu i hotelowym śniadanku (mmm, znowu owocki plus naleśniki, mogłabym tak jeść rano codziennie) można było dospać trochę w naszej białej strzale, ponieważ udaliśmy się za miasto, do skromnej wiejskiej daczy Peterhof. Na foto mała kapliczka przypałacowa

DSC_9133a

Wewnątrz chatki tradycyjne ludowe złoto lejące się po ścianach, zdjęć nie pokażę, bo cerbery przy wejściu zabroniły tam wszystkiego. Kazali nam rozebrać się z kurtek, zostawić torebki i plecaki, no i nie wolno było robić zdjęć. Gdybyśmy chcieli cokolwiek ukraść, to i tak nie było jak, bo wszystko było za szybą, a meble były przykryte futerałami. Świetnie się ogląda w ten sposób te słynne fhancuskie jedwabne hafty… Ledwo zdążyłam ugryźć się w język, czy buty też będą nam kazali zdejmować, kiedy oczom mym pięknym okazał się kontener z ….? Taaak jeest! Wycieczka bez kapciuszków to żadna wycieczka:) Kapciuszki jak widać, są całkiem nowej generacji- bez podeszwy z filcu. Udokumentowany plebs na carskich posadzkach:

DSC_9286a

Wrażenia? Cóż, to chyba nie moje klimaty, chociaż na pewno całość jest imponująca, ogromna, obładowana zdobieniami, zadbana. Dużo bardziej, niż sam pałac podobały mi się tamtejsze ogrody, słynące głownie z fontann. Co ciekawe, cały mechanizm wykorzystuje wyłącznie ukształtowanie terenu i siły fizyki, nie ma tam żadnych mechanicznych pomp  czy maszyn.

DSC_9145a

Dalsze części rozległych ogrodów kryją różne ciekawostki i niespodzianki.

Oranżerię

DSC_9154a

czy choinki-fontanny (muszę mamie taką kupić na działkę do podlewania)

DSC_9170a

a także ławeczki sikające wodą, rzeźby z błędami, pomniki “na szczęście” i tak dalej… Oprócz tego, nie tylko w Peterhof, ale we wszystkich większych parkach można się natknąć na muzyków brzdąkających na różnych instrumentach: trąbkach rogowych (podobno)

DSC_9164a

lub cymbałach

DSC_9201a

Droga z powrotem z Peterhofu do Petersburga upłynęła dużo szybciej, ponieważ zmieniliśmy nasz dotychczasowy środek transportu na Meteor, czyli wodolot.

DSC_9215a

Po ekspresowym rejsie Meteorem przez Zatokę Fińską  do city nasz wierny biały wierzchowiec zawiózł nas na Newski Prospekt- najpopularniejszą ulicę w mieście. Tam mieliśmy około 1,5 godzinki czasu wolnego, który spędziłam na poszukiwaniach obiecanego przez panią przewodnik sklepu z płytami. Ten, którego szukałam, a znalezienie go zajęło mi prawie cały wolny czas zawierał wyłącznie nuty i instrumenty. Znalazłam za to inny, w innym miejscu, gdzie co prawda płyty były, ale kosztowały tyle, że na Olkuskiej można za to kupić cztery.

Czas nieco stracony, ale jedno małe piwko udało się jeszcze upchnąć w terminarzu przed zbiórką w sklepie Kupców Elizejskich. Figurki na wystawie mają prawie 0,5m do 1,0 m wysokości i ruszają się do melodii z „Dziadka do Orzechów”

20150606_173528a

Ech… ten sklep…cukierki, ciasteczka, babeczki, lody, karmelki, torty… . Wszystko rzecz jasna w takich cenach, że można sobie tylko popatrzeć, ale woooow… Jak w fabryce u Willego Wonki.

W sklepie zeszliśmy na dół do restauracji na degustację najpopularniejszych luksusowych dóbr w Rosji- szampana i kawioru. Szampan (wino musujące znaczy się) pycha, a kawior… cóż… nie znam się, ale nie jestem pewna, czy powinien być glutowaty i przyschnięty do talerzyka. Smak ciekawy, niekoniecznie “wali rybą”, ale na pewno trzeba się do niego przyzwyczaić :)

Wieczorem pojechaliśmy na kolację z fantastycznymi śpiewającymi kelnerami, którzy w rosyjskim ludowym stylu zaśpiewali koleżance “Happy Birthday”, a po drodze do toalety można było się rzucić w basenik z kolorowymi piłeczkami:)

Po kolacji wszyscy skoczyliśmy na jednego małego drinka, który przeciągnął się do wpół do trzeciej.

20150606_225332a

07.06.2015 (niedziela)

Tego ranka dane nam było odespać w autobusie około godzinkę, ponieważ wybraliśmy się do miejscowości Pawłowsk. Jechaliśmy tam już ze wszystkimi bagażami w nadziei, że nic (np. czyjś paszport) nie zostało w hotelu.

DSC_9228a

Pawłowsk to majątek podarowany synowi Pawłowi przez Katarzynę II. Nie jest na szczęście aż tak przeładowany złotem, jak Peterhof, ale też wybudowany z rozmachem. Zdjęć z wnętrza brak, ale to nie tragedia- ogród bardziej mi się podobał:)

20150607_113138a

Po ogrodzie spacerowaliśmy w oczekiwaniu na przejażdżkę prawdziwymi rosyjskimi trojkami:

DSC_9234a

Bardzo miło wspominam tę przejażdżkę- wiatr we włosach, końska sierść w nosie i alergia w oczach… Uprzedzę pytanie- nie, nie miałam ze sobą claritiny:)

Obiad zjedliśmy w przepięknej restauracji, jedynej w takim stylu w całej okolicy Petersburga.

DSC_9243a

Mało tego, podobno jest to jedna z nielicznych restauracji (z pominięciem tanich barów), w której jest podawana prawdziwa rosyjska kuchnia tak bliska oryginałowi i w takim wyborze dań. No i ponieważ byliśmy w takim, a nie innym kraju, do obiadu musiała być wódka:) Ach, czy wspomniałam, że to ukochana restauracja naszego ulubionego prezydenta? Będę miała co bratankom opowiadać…

Po pysznym obiedzie (i wódce) pojechaliśmy zwiedzić ostatni już punkt naszej wycieczki- posiadłość Carskie Sioło.

DSC_9253a

Równie skromna, jak poprzednie, ale bardzo sympatyczna (mieli pawilony dla służby- ludzkie pany) i pozwolili robić zdjęcia:) Jedyne miejsce, którego to dobre serce nie dotyczyło, to oczywiście najważniejsze pomieszczenie w całym pałacu, czyli Bursztynowa Komnata. Tam nie można było ani robić zdjęć, ani filmować. Szczerze? Żadna strata. Po wszystkim, co słyszeliśmy na jej temat rzeczywistość nieco rozczarowuje. Powiedziałabym nawet- na pograniczu kiczu. Nie to, co inne komnaty:)

DSC_9266a

Jak każda szanująca się carska dacza, ta oczywiście również miała swoje skromne ogrody. Ten pałacyk nawet jakby z czymś się kojarzył…

DSC_9292a

Ogród Katarzyny II, niestety oglądany tylko zza siatki, ponieważ akurat był w remoncie. Na szczęście ogrodzenie nie powstrzymuje zapachu wszędobylskich bzów:)

DSC_9289a

I taki tam, mały letni pawilonik…

DSC_9290a

Z Carskiego Sioła pojechaliśmy już prosto naszym wehikułem na Lotnisko Pułkowo, gdzie przeszliśmy jakieś dziwnie rozmnożone kontrole, odstaliśmy ponad 40 minut w kolejce po karty pokładowe, czekaliśmy, aż odnajdą się trzy nasze zaginione bagaże, przeszliśmy kolejną odprawę paszportową, podczas której pani w okienku oglądała mój paszport pod lupą, a koleżanki poszły do sekcji dla obywateli Kazachstanu, Rosji i Białorusi, aż w końcu, z cichym westchnieniem ulgi zasiedliśmy w LOTowskich fotelach. Gin z tonikiem zepsuł szczwany plan odespania nieco w samolocie zarwanych nocy (dziad jeden), ale przynajmniej podróż upłynęła ekspresowo.

Jeśli chodzi o pamiątki: pierwszy raz nic nie przywiozłam z wycieczki. Nie licząc malutkiej matrioszki, ale to dostaliśmy od biura podróży. Sklepów z pamiątkami w centrum Petersburga jest chyba więcej, niż wszystkich innych, a kompletnie nie ma co kupić:( Wszystko albo Made in China, alebo takie samo można kupić u nas na bazarach. Myślałam o czymś fajnym do jedzenia/picia, tak jak z Barcelony, ale jak popatrzyłam na rosyjską kiełbasę w spożywczaku, a ona odwzajemniła moje spojrzenie, zrezygnowałam. Wino? Bardzo proszę, jakie chcesz- włoskie, francuskie, chilijskie… rosyjskiego niet. Słodycze? Jasne- milka? Snickers? Wódki nie było co przywozić, przynajmniej dopóki nie znajdzie się chętny do wypicia zapasów jeszcze z czasów studiowania na Ukrainie.

Ogólne wrażenia? Bardzo ciekawe miasto, fajnie było wybrać się i obejrzeć to wszystko. Czy wrócę? Raczej nie, takie ilości lejącego się złota mi wystarczą na długo. Ceny codziennych produktów i usług są wyższe niż u nas, a i ceny lotów nie zachęcają do odwiedzenia Petersburga na samo spróbowanie tamtejszych specjałów. Ale jeśli ktoś akurat trafi na dobrą okazję, aby się wybrać na parę dni, żeby pozwiedzać, to polecam:)

 До свидания!

3 myśli na temat “Petersburg”

  1. Ola,
    wspaniała foto-relacja i w ogóle szalenie interesująca wycieczka.
    Od dawna marzę o takim wyjeździe do Wenecji Północy, także z wielką ciekawością przeczytałam Twoje wrażenia z podróży.

    Miałyśmy okazje się poznać u „Radka na działce” , ale nie sądzę, że będziesz mnie kojarzyć…
    Jestem przekonana, że wkrótce nadarzy się kolejna okazja i osobiście mi coś opowiesz o Petersburgu.

    Pozdrawiam, Olga (siostra Ewy)

    1. Hej,
      Oczywiście, że Cię kojarzę, ja tylko wyglądam na taką nieprzytomną:)
      Bardzo chętnie Ci opowiem coś więcej, mam nadzieję, że spotkamy się niedługo.
      Pozdrawiam, Ola

Możliwość komentowania jest wyłączona.