Polski Dzień Kanu

W weekend 19-21.06.2015 po raz pierwszy odbyły się obchody Polskiego Dnia Kanu zorganizowane przez Stowarzyszenie Miłośników Kanału Elbląskiego NAVICULA pod patronatem Ambasady Kanady.

Impreza odbyła się w Bazie Żeglarskiej Hufca ZHP Łódź-Polesie w Wenecji nad brzegiem jeziora Ruda Woda. Było mnóstwo miejsca do wyboru na rozstawienie namiotu, kuchnia do dyspozycji, prysznice, WC, stołówka i jezioooooroooo :) Pomysł zorganizowania takiego wydarzenia w Polsce wziął się z chęci dołączenia kanujkowych pasjonatów do Międzynarodowego Dnia Kanu (26 czerwca). W organizacji imprezy swoje siły połączyły najróżniejsze osoby, firmy i instytucje, więcej o „zapleczu” można poczytać na stronie Naviculi.

czwartek 18.06.2015

08:40 Ruszyliśmy. Po odebraniu łódki z profesjonalnego hangaru pilnie  strzeżonego osobiście przez samego Hadesa (chwilowo na urlopie) i po tylko jednej nawrotce do domu po zapomniane leki wyjechaliśmy z Warszawy na upragniony czterodniowy urlop.

Przed dziesiątą dotarliśmy do Raciąża po przyczepkę z łódkami. Zaczął padać deszcz i nie działał jeden z kierunkowskazów w przyczepie, ale pfff, co tam, jedziemy na wodę :)

Na miejsce dotarliśmy około 13:30, podpinając się po drodze pod napotkanego na stacji benzynowej Tadka z kanujkami jako przewodnika po leśnych wądołach.

Wraz z nami i Tadkiem przyjechały produkty pierwszej potrzeby…

…chwilę później dotarły produkty drugiej potrzeby…

…stanęła chałupa…

i można było zacząć urlopowanie:) Chciałabym w tym miejscu serdecznie podziękować mamie Agnieszki za przepycha ciepły krupniczek, na który mieliśmy przyjemność się załapać w tę zimnicę:) Rozgrzewaliśmy się też odrobiną domowych nalewek (pigwa, cytryna i mniam mniam: czarny bez) i dużymi ilościami gorącej kawy i herbaty.

W bazie prace przygotowawcze trwały w najlepsze (mocno wiało)

a obecna tego wieczoru (jeszcze nieliczna) ekipa w ramach relaksu skorzystała z bogatego doświadczenia i wiedzy Przemka i przeszła szybki kurs strzelania z łuku:) Czy wspominałam, że było zimno i wiało?

piątek 19.06.2015

Z samego rana stanęły namioty „10” dla wszystkich gości imprezy, którzy planowali wybrać się bez własnego dachu nad głową i chcieli zażyć nieco harcerskiego życia.

Po południu zaczęli zjeżdżać się pierwsi uczestnicy, którzy mimo niezbyt zachęcającej pogody wybrali się pobierać pierwsze nauki pływania kanu

A my znów załapaliśmy się na zupkę, tym razem pomidorową:) Pogoda wciąż nie zapowiadała się najlepiej, chłód dawał się we znaki, szczególnie, że ciągle uparcie wiało i popadywało. Wieczorem rozpoczęła się integracja uczestników

No i oczywiście ruszyło ognisko, ze śpiewami i gitarą

sobota 20.06.2015

W sobotę od samego rana na polanie zaroiło się od ludzi. Z daleka sprawiało to wrażenie bezładnej zbieraniny, ale wszystko było tutaj przemyślane i zaplanowane: pakowanie tobołków (szczególnie tych wodo- i wiatroodpornych), zbieranie sprzętu, ściąganie łódek nad wodę.

Około dziesiątej odbyło się oficjalne otwarcie Pierwszego Polskiego Dnia Kanu w bazie żeglarskiej Wenecja z przemówieniami notabli;)

Najmłodsi załoganci otrzymali prezenty od pana Marcina Krajewskiego- wójta gminy Małdyty, która była jednym z współorganizatorów spotkania.

Ostatnie przygotowania do wypłynięcia

Dopracowywanie detali (w końcu polskie święto kanadyjskiej łodzi)

iiiii… ruszyyyyliiii… wystartowaaaaliiii…

Nieodżałowanej pamięci Pratchett pisał, że bogowie grają żywotami ludzi. W sobotę najwyraźniej wypadła szóstka- po tylu dniach deszczu, wiatru i zimnicy wyszło słoneczko, kiedy tylko kanu pojawiły się na jeziorze:)

Na szlaku można było nie tylko trafić na fajne widoki…

…ale i spotkać ciekawe osobistości.

Po drodze cała kawalkada łódek zatrzymała się w Karczemce na obiad.

Jedni posilali się bardziej elegancko,

inni nieco bardziej campingowo (dobra zupka pomidorowa Profi z torebki nie jest zła, a na pewno mniej chemiczna, niż z proszku, polecam)

Po obiadku cała ekipa rozeszła się po okolicy na sjestę. Jedni na trawie…

…inni w łódkach…

jeszcze inni gdzie popadnie…

Zjedliśmy obiadek, poleżeliśmy na słonku, zrobiło się sennie, a tu trzeba ruszać w dalszą drogę. Zrobiło się nieco pochmurno i na chwilę pogoda się zepsuła…

Trochę popadało, ale szybko poleciało dalej, zresztą nikt nie marudził, wszyscy dzielnie się trzymali :)

i znowu zrobiło się pięknie:)

Około czwartej po południu dotarliśmy do pochylni w Buczyńcu. Wszystkie pochylnie na trasie kanału przeszły całkiem niedawno dość kosztowny remont. Trzeba przyznać, że wygląda to całkiem ładnie

ale niestety tyle. Do czasu remontu po pochylni jechały dwa pełne wózki, każdy ze stateczkiem (jeden do góry, jeden w dół rzecz jasna), po remoncie może jechać tylko jeden pełny, drugi pozostaje pusty. Więc wszystko przedłuża się dwukrotnie. Nam nie udało się niestety przejechać po szynach w kanu, bo czas oczekiwania wynosił kilka godzin. Przy tym muszę przyznać, ze jak na tak kosztowny remont, to nabrzeże zostało przygotowane całkowicie bezmyślnie z punktu widzenia jednostek mniejszych, niż stateczki pasażerskie. Tak wygląda wyjście z kanu

i transport po brzegu

W oczekiwaniu na autobus, który miał nas zabrać z powrotem do Wenecji (to brzmi dumnie!) mieliśmy okazję obejrzeć bliżej pochylnie, podziwiać jak wózek wyciąga cały statek z wody i wiezie po torach…

nieco odpocząć…

oraz zajrzeć do Muzeum Kanału Elbląskiego, gdzie na parterze przygotowano wystawę o remoncie Kanału, a na piętrze można było zapoznać się z całą pochylniową maszynerią. Obejrzeliśmy także film o Kanale Ostródzko-Elbląskim, który w przystępny sposób wyjaśnił zasady działania pochylni i przybliżył nieco historię tego, było nie było, ewenementu na skalę światową.

Po powrocie do stanicy Canis przeprowadził warsztaty dla wszystkich chętnych, którzy mieli ochotę zapoznać się z podstawowymi technikami pływania kanadyjką: wiosłowania, hamowania, zawracania itd… Oczywiście można było słuchać wykładu z pomostu, jak również dołączyć do instruktora na wodzie i próbować swoich sił samemu.

Wieczorem wszystko wróciło do normy, zaczął wiać wiatr, zrobiło się zimno i lunęło. W tym czasie akurat wszyscy i tak siedzieli na stołówce i oglądali projekcję filmów zrealizowanych przez Naviculę pt „Tajemnice Kanału Elbląskiego”. Filmiki można obejrzeć tutaj. Przez ulewę niestety wieczór nieco się rozmył- znalazło się tylko kilku odważnych do siedzenia przy ognisku, część ludzi pomarzła i uciekła spać, kilka najbardziej rozgrzanych wewnętrznie usiłowało pośpiewać przy gitarze. I tym radosnym akcentem zakończył się Pierwszy Polski Dzień Kanu:)

Sobotnia trasa pływania:

niedziela 21.06.2015

Ostatniego dnia uprzednio zaplanowana na 15 kilometrów trasa uległa modyfikacji. Wielu uczestników wracało do domu w odległe zakątki kraju i niestety pływanie skończyłoby się zbyt późno. Wobec tego chętni do pomachania wiosłem zrobili sobie pętelkę po jeziorze Ruda Woda, już bez bambetli i sterty ciuchów, bo nawet wyszło słoneczko:)

Po drodze spotkaliśmy bielika, który nieszczególnie się nami przejmował, potem całą ekipę pięciu sztuk, kiedy kołowały nad jeziorem. Jako, że na krótkie pływanie w ładną pogodę wybraliśmy się bez sztormiaków, cóż… Muszę pochwalić mój polar, ze bardzo wolno przemaka, czego niestety nie mogę powiedzieć o spodniach…

Niedzielna trasa pływania

Na szczęście już w bazie zanim zwinęliśmy toboły z namiotu i zjedliśmy porcję rozgrzewającego żurku, namiot wysechł, więc można go było spokojnie zwinąć. Jeszcze tylko ostatnia chwila oddechu przed pożegnaniami i podróżą…

i trzeba było wracać do szarej rzeczywistości.

Chciałabym bardzo serdecznie podziękować organizatorom i wszystkim, którzy przyczynili się to tego, że wyjazd był fantastyczny. Wszystkim współpływaczom za towarzystwo, Tadkowi i Sławkowi za świetną miejscówkę i organizację w bazie i poza nią, Canisowi za wskazówki i oprowadzenie po pochylniach oraz muzeum w Buczyńcu, Przemkowi za ekspresowy kurs strzelania z łuku, Radkowi za rozgrzewającą wiśniówkę, Jurkowi za czarny bez i w ogóle wszystkim, którzy swoją obecnością tworzyli atmosferę imprezy. Mam nadzieję, że do szybkiego zobaczenia gdzieś na wodzie:)

Więcej zdjęć w Galerii: http://vetheme.pl/galeria/index.php?/category/2

Aha, rzecz jasna, jeśli ktoś jest gdzieś na zdjęciu, a sobie nie życzy być, to niech pisze:)

Jedna myśl na temat “Polski Dzień Kanu”

  1. Byłem. Pięknie, fajnie, świetnie!! Dzięki za relację i zdjęcia!! :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.