Próba generalna przed Szkocją

DSC_2788

Późno w tym roku, ale w końcu nadeszło- pierwsze pływanie!

W drugi tydzień kwietnia zebrała się międzymiastowa ekipa na mały trening przed Loch Ness, a także, nie oszukujmy się, żeby się lepiej poznać i wiedzieć, czego się możemy spodziewać za dwa tygodnie z nieznajomymi za granicą.

Część pierwsza, sztuk cztery (w tym jedna sztuka prosto z Gdańska), zajechała na miejsce bazowe w piątek późnym wieczorem.

Wiadomo- późno, wszyscy padnięci po całym dniu na nogach, nie będziemy przecież długo siedzieć, nawet ognisko sobie odpuściliśmy. Około wpół do trzeciej zapukał do nas kolega Rozsądek i zasugerował, żebyśmy może wreszcie poszli spać…

Bladym świtem nasz biegacz ustrzelił takie, o:

Rano, to znaczy około dziesiątej dotarły posiłki:

Wszyscy gotowi

I około jedenastej wyjechaliśmy do Strzegowa. Tradycyjnie, na miejscu zaczęło kropić.

Krótkie przygotowania do startu:

Szybka odprawa i rozgrzewka

Na brzegu czekała łódka dla hardkorów (ale nikt nie chciał skorzystać):

I ruszyliśmy na wodę:

Widać wiosnę tuż, tuż…

Jednej z załóg radkowe kanu nie przypadło do gustu, strasznie się chybotało, nie dawało się prowadzić i tak jeździli od brzegu do brzegu, coraz bardziej się irytując, szczególnie z perspektywą następnych takich 17 kilometrów…

W tym miejscu uczciwie biję się w pierś, mea culpa. Oni mieli prawo nie wiedzieć, a ja sama powinnam zauważyć to, na co w końcu wpadła moja niezastąpiona sterniczka. Jak już wreszcie przesiedli się przodem do przodu, poszło o wiele lepiej i humory się poprawiły :)

Przyjemna rzeczka z tej Wkry…

Pierwszy, krótki przystanek na ciasteczko:

No i nasz dream team:

Takie tam widoczki z kanu:

i bez kanu:

Mniej więcej w połowie drogi dopłynęliśmy do wyspy, którą można było próbować opłynąć albo lewą stroną…

albo prawą:

No więc, cóż było robić…

Tylko jedna załoga dała radę opłynąć wodą, my się przewlekliśmy przez krzaki i zlądowaliśmy z drugiej strony, a kolejna załoga za nami:

Wszystkie łódki w komplecie i można płynąć dalej:

Aha, sprawdziłam: Pareidolia. Tak się nazywa zjawisko, kiedy dostrzegamy w czymś rzeczy których tam nie ma, np twarze, albo Dżizasy na szybie. Więc to właśnie było to, kiedy Agata widziała czaszkę bobra, która okazała się być liściem sałaty.

Na płynięcie do testowania zabrałam nowe rękawiczki do asg. Wnioski? Dobrze ogrzewają ręce,

i nieźle trzymają wiosło w palcach, ale muszą nieco się wyrobić sztywne elementy wszyte po wewnętrznej stronie dłoni,

bo chwyt jest trochę za luźny. Albo ja mam za krótkie palce.

Dłuższy postój za wyspą, na ciastka, herbatę, konserwy i spacer do sklepu.

A na drugim brzegu (najwyraźniej siedziba miejscowego country clubu):

A w sklepie prawdziwa oranżada za osiemdziesiąt groszy:

„Porwałem łódkę i jestem z tego dumny”:

Ale kiedyś, w końcu, po szlakową trzeba wrócić:

Ostatnie okruszki:

I lecimy dalej:

Moja wspaniała sterniczka z miną świadczącą o tym, że właśnie odkryła uroki prawidłowego wiosłowania „jotką”

Ostatni szybki postój na siku po poprzednim postoju na herbatkę i oranżadę:

Ostatnie pamiątkowe fotki (jak widać rękawiczki nie są też zbyt wygodne do robienia zdjęć małym aparatem):

iiii… finisz w Glinojecku:

Po drodze do domu szybka wizyta w biedronce po pulpety w słoiku: „Mam tu stówę i nie zawaham się jej wydać”

I relaks w bazie po obiadku

Wypieki są, znaczy się pływanie udane:

Było świetnie! Ekipa, chociaż dotychczas widzieliśmy się tylko raz na szybkim piwie okazała się całkowicie bezproblemowa, nienarzekająca i pozytywnie do wszystkiego nastawiona, gotowa na różne warunki i pogodę:) Już się nie mogę doczekać Szkocji!

PS. Wszystkie zdjęcia, na których widnieje ma dystyngowana sylwetka, (elegancko odziana w najnowszą kolekcję wiosna-lato 2016 od projektantów Woodlandetto & Decathloni), są wykonane przez Pawła i dzięki jego uprzejmości tu zamieszczone. Dzięki, Paweł:)

No i link do galerii: Otwarcie sezonu 2016.04.08-10 Lipa

Jedna myśl na temat “Próba generalna przed Szkocją”

Możliwość komentowania jest wyłączona.