Majówka na Malcie 2016.04.30-05.03

Tym razem będzie więcej obrazków niż literek. DSC_4363

30.04.2016 sobota

Nie wiem, kto to wymyślił, ale żeby polecieć samolotem o 7.20 rano, trzeba na lotnisku być o 5.20. Co oznacza, że o czwartej trzeba wstać. W moim przypadku to już chyba łatwiej się po prostu nie kłaść, skoro zwyczajowo pakowanie kończę około pierwszej w nocy… No nic, wstał człowiek, wepchnął w siebie kanapkę (wyłącznie z rozsądku) i o czasie dotarł na lotnisko.

Oczywiście, żeby nie było za prosto, po odstaniu nieco w kolejce na oddanie bagażu (na szczęście dość krótkiej) i dotarciu do okienka dowiedziałam się, że tu nie mogę, bo tu tylko dla nieodprawionych. Miałam nadzieję, że pani mi odpuści, chociażby za odstanie w kolejce już jakiś czas, ale „no niestety nie mogę”. Co ciekawe, jej koleżanka właśnie odbierała bagaż od mojego kolegi w okienku obok. Odprawionego kolegi. Widać jednego można, drugiego nie, a ja wyglądam raczej na nie…

Po odstaniu w drugiej kolejce i zebraniu się wszystkich pozostałych przedreptaliśmy pół lotniska na inny terminal, daliśmy się obmacać na kontroli i po przepuszczeniu Białegostoku ruszyliśmy samolotem w godzinny lot do Wiednia. Tam półtorej godziny na przesiadkę i po kolejnych 2,5 godziny wysiedliśmy na słonecznym maltańskim lotnisku.

Stamtąd przejechaliśmy kilka kilometrów do centrum Valletty (najdalej wysuniętej na południe europejskiej stolicy) zabytkowym autobusem:

Po drodze mijaliśmy całe tłumy świętujące zwycięstwo stołecznego klubu FC Valetta w jakimś superważnym turnieju, ale nawet nie oczekujcie, że sobie przypomnę w jakim…

Jedna z bram miasta:

Z krótką przerwą na lunch podreptaliśmy na Plac Św. Jerzego z budynkiem Straży po jednej stronie,

i Pałacem Wielkich Mistrzów po drugiej. Z bardzo ładnym, choć oczywiście akurat remontowanym dziedzińcem:

Wewnątrz Pałacu można odwiedzić Zbrojownię Mistrzów:

C-3PO, co ty tam robisz?!

Halabardy…

Rapiery…

Prochownice…

Po wizycie w Zbrojowni odwiedziliśmy (na głównej ulicy miasta Triq ir-Repubblika) najstarszą na Malcie kawiarnię z herbatą a la Saga…

i ekologiczną zmywarką:

Potem już na spokojnie poszliśmy spacerkiem po wąskich ulicach, które zgodnie z założeniem układają się do siebie pod kątem prostym, tak aby z każdego miejsca widać było morze i nadciągające od jego strony zagrożenie.

Nie mam pojęcia, co ten pomnik miał symbolizować…

Na koniec dotarliśmy do Ogrodów Barrakka, ale ze względu na odbywające się akurat koncerty, nie udało nam się wejść do środka.

01.05.2016 niedziela

Po śniadaniu pojechaliśmy na wybrzeże, gdzie czekała na nas motorówka.

W oddali twierdza, która zagrała rolę zamku d’If w ekranizacji „Hrabiego Monte Christo”

W parę minut dotarliśmy do Blue Lagoon, niestety bez przerwy na kąpiel…

I po kolejnych kilku minutach byliśmy w porcie siostrzanej dla Malty wyspy Gozo.

Tam czekały na nas jeepy, którymi cały dzień poruszaliśmy się po wyspie.

To niestety nie nasze…

I ruszyliśmy, trochę jak w początkowej scenie z „Jurassic Park”

Wszystko nieco przykurzone…

Zdjęcia z drogi, więc będzie bez opisów i stabilizacji obrazu:)

Kłusaki, pełno ich wszędzie:

Opuncje, z których owoców na Malcie robi się likier:

Na Malcie i Gozo jest moda na małe tabliczki przy drzwiach wejściowych: może być na nich wszystko: obrazki, zwierzęta, patroni, nazwy ulic, numery lub nazwy własne domów, utworzone często z połączonych imion właścicieli:

Marsovin! Rewelacyjne wina maltańskie, jak się trafi gdzieś okazja, kupujcie w ciemno!

Zatoka Ramla Bay z plażą o nietypowym czerwonym kolorze piasku. Nieopodal znajduje się jaskinia Calypso Cave, w której podobnież kiedyś mieszkała nimfa Kalipso z Odyseuszem. I jak to z legendami bywa, tę rolę przypisuje się mnóstwu jaskiń na terenie całego basenu Morza Śródziemnego.

Zimna!

A my narzekamy na nasze drogi…

W trakcie wycieczki zajechaliśmy do niejakiego Ricardo, który na swoim terenie hoduje kozy, owce, króliki i winorośle

Na farmie Ricardo wytwarza własną oliwę oraz wina, a z koziego mleka wyrabia rewelacyjne sery, co mogliśmy obejrzeć na żywo:

Przekładanie zsiadłego mleka do plastikowych sitek, aby odciekła cała serwatka

Ricardo ze swojego sera robi również pierożki:

Kiedy ser już odcieknie i podeschnie w oddzielnym pomieszczeniu, Ricardo pakuje go do uszczelnianych słoików razem z dodatkami: albo pieprzem, albo suszonymi pomidorami z papryczką chilli. Każdą wersję zalewa dodatkowo własną oliwą. Jak się okazało po powrocie z lotniska, słoiki nie są do końca szczelne…

Po poczęstunku na farmie ruszyliśmy dalej naszymi białymi rydwanami…

Widok z brzegu Gozo. Wyspa po prawej stronie to Comino (od kminku), którą zamieszkuje od lat jedna czteroosobowa rodzina. Seniorka rodu zaparła się, że nigdzie się nie wyprowadzi, wobec czego wszyscy solidarnie kiblują w izolacji na wyspie.

Po drodze zatrzymaliśmy się, żeby zobaczyć z lądu most skalny Ażurowe Okno. Ta formacja zagrała nie tylko w „Hrabim Monte Christo”, ale i w „Grze o Tron” :)

Naturalne studnie:

Rosną wszędzie na Gozo jako chwasty przy drodze- kapary:

Jedną z rzeczy wartych obejrzenia na Gozo są panwie solne. Czyli, najprościej mówiąc- pola na których uprawiają sól…

Woda morska trafia do specjalnie uformowanych basenów, po czym odparowuje pozostawiając czystą sól morską.

Znowu tabliczki…

Współczuję kierowcom, którzy po Gozo poruszają się codziennie samochodami…

Dżizas, jak ze Świebodzina:

I tak oto wróciliśmy do portu kończąc naszą wizytę na Gozo.

02.05.2016 poniedziałek

Ponieważ, jak to na wycieczkach, pogoda się popsuła i nic nie wyszło z pierwotnego planu płynięcia katamaranem, pojechaliśmy do portowego miasteczka Birgu. Kościół św. Wawrzyńca i małe rondko z opuncjami- każda inna:

Można zapukać do nieba bram:

Wszędobylskie tabliczki:

Bramki przed drzwiami domów, które w dawnych czasach chroniły przed obecnością świń, kóz czy owiec, które plątały się po ulicach:

Widok ze świeżo wyremontowanej fosy:

Gdzie by nie pójść na Malcie na wybrzeże, to wszędzie z wody wyczłapują nurkowie

Fortyfikacje w Birgu po remoncie:

Wypasione fury w porcie

I dla kontrastu: mobilny warzywniak

Dawne składy portowe

I tak oto, po długim spacerze ulicami Birgu i sycącym obiadku wróciliśmy do hotelu w St. Julians odpoczywać. A wieczorem…

Pojechaliśmy na kolację i szybki spacer do centrum wyspy, do dawnej stolicy Malty- Mdiny.

Brama główna miasta:

Katedra św. Pawła:

Niestety, ponieważ było dość zimno i wiało, spacer był bardzo krótki.

03.05.2016 wtorek

Rano, przed wyjazdem zdążyliśmy jeszcze wejść w Valletcie do Katedry Jana Chrzciciela. Robi wrażenie…

Piękne posadzki złożone z płyt nagrobnych:

Znajomy akcent:

Niestety, w przylegającym do Katedry Oratorium, gdzie znajduje się obraz Ścięcie św. Jana Caravaggia, nie można robić zdjęć.

Wreszcie dotarliśmy do Górnych Ogrodów Barrakka, do których nie udało nam się zajrzeć w sobotę:

Bateria Powitalna, z której codziennie w samo południe oddawany jest salut:

Już w drodze na lotnisko zatrzymaliśmy się na moment, żeby rzucić okiem na Błękitną Grotę- niewielką jaskinię abrazyjną:

 

Potem już pozostało nam tylko udać się na lotnisko, przesiadka w Wiedniu, powrót do domu i szybkie nocne pranie ciuchów z oliwy, która wyciekła w walizce ze słoika z serem od Ricardo.

Wrażenia? Można zwiedzić, obejrzeć, ale chyba nie dla mnie takie pustynne, zakurzone widoki. Ale może jeszcze kiedyś tu wrócę- na Maltę latają tanie linie, a pobyt tutaj nie jest jakoś straszliwie drogi. Tym razem w jakimś cieplejszym okresie, żeby jednak popływać w tej rewelacyjnie czystej niebieskiej wodzie. No i jest Marsovin… :)

Na koniec oczywiście link do Galerii