II Polski Dzień Kanu – 26-29.05.2016 Warta

Wzorem ubiegłego roku w drugi przedłużony majowy weekend 2016 odbył się II Polski Dzień Kanu, jako nasz wkład w kanadyjski National Canoe Day.

W tym roku miejscem spotkania był ośrodek „Nadwarciański Gród” w Załęczańskim Parku Krajobrazowym.

26.05.2016 czwartek

Uczestnicy zaczęli zjeżdżać na miejsce już w środę w nocy, większość jednak dotarła zgodnie z planem w czwartkowe przedpołudnie. Stanęły poliestrowe chałupy i można było rozpocząć długo wyczekiwany relaks (i wreszcie zjeść śniadanie)

a nawet Śniadanie na Trawie… prawie, bo jakoś nie było nikogo chętnego do rozebrania się…

Po południu, kiedy już dojechali prawie wszyscy uczestnicy, a ci, którzy byli od rana zdążyli nieco odetchnąć i zwolnić do poziomu las-ptaszki – wiaterek, w amfiteatrze ośrodka nastąpiło oficjalne otwarcie imprezy:

Tradycyjnie zawisły flagi Polski oraz Kanady:

Agnieszka z Tadkiem przekazali wszystkie organizacyjne sprawy- co, gdzie, jak i kiedy, przedstawili cały plan imprezy, no i z ogromną dozą życzliwości oraz upominkiem powitali wszystkich uczestników II Polskiego Dnia Kanu :)

(choć nie wszyscy grzecznie słuchali)…

Zaraz po części oficjalnej wszyscy chętni mogli uczestniczyć w zajęciach survivalowych prowadzonych przez Marshalla. Część wykładowo-teoretyczna:

z dyskretnym posilaniem się słuchaczy (przyznaję się, ja też):

i część praktyczna, gdzie mistrz pokazywał jak…

a uczniowie próbowali tę sztukę powtórzyć:

i nasze małe sukcesy:

(i mój też):

praca zespołowa:

Był także pokaz, jak rozpalić ogień za pomocą nadmanganianu potasu oraz glikolu jedynie poprzez połączenie tych dwóch składników:

oraz jak rozpalić ogień używając przedmiotów dość codziennych, a szybko się zapalających:

Po szkoleniu – zajęcia w podgrupach, między innymi degustacja rewelacyjnej starachowickiej mirabelkówki. W międzyczasie dotarli ostatni zagubieni.

I cudowne wieczorne ognisko z gitarą, a wszystko nad samym brzegiem Warty z szumem bystrza w tle…

W altance na wszystkich chętnych czekały kiełbaski, pieczywo i gorące kawa oraz herbata:

27.05.2016 piątek

Zbiórka wszystkich ekip krakowskim targiem została wyznaczona na godzinę 10.00 rano, więc po prysznicowej ruletce i śniadaniu konwój wreszcie ruszył!

Ujechał może 200 metrów do pierwszej przeszkody na drodze:

Na szczęście pan operator się nad nami zlitował, bo kiblowalibyśmy tam ze czterdzieści minut, aż skończy i dzięki jakimś nadludzkim umiejętnościom wymanewrował tym potworem tak, że mogliśmy ruszyć dalej.

No, nie ma to tamto, sklep musi być, czyli przystanek numer dwa na lody i oranżadę na miejscu za 80 groszy. A, no i jakieś tam nieistotne drobiazgi typu chleb…

I wreszcie trochę po jedenastej dojechaliśmy na miejsce- stanowisko do wodowania kajaków (czemu tylko kajaków, ja się pytam?) przy moście między Działoszynem a Raciszynem. Kierowcy pojechali odprowadzić samochody, a wszyscy pozostali w tym czasie szykowali bajdekle do płynięcia:

Rozpoczęło się wodowanie, w międzyczasie dotarli kierowcy:

I ruszyli!

Moja sterniczka, nieustannie znosząca moje wygibasy z aparatem. I przypominam, że umie już jotkę!

Gosia z Wojtkiem przerwali bardzo zajętemu maluchowi topienie się w rzece i przygarnęli do siebie na kanu do czasu, aż przestał się trząść, wysechł, ogrzał się, po czym został wysadzony na ląd w krzakach i śmignął w swoją drogę…

Niedaleko mostu w Bobrownikach zrobiliśmy przystanek na odpoczynek, siku i ciepłą przegryzkę:

Fasolka home made, żurek lidziowy i ciecierzyca z puszki bonduelle:

Miejsce bardzo kulturalne, dwie altanki, tojtoje i kosze na śmieci, z których ewidentnie jeden się kiedyś zapalił i nieco osmalił całą konstrukcję:

Odsypianie chłodnej nocy:

Szybkie zmywanie piaskiem i płyniemy dalej:

Po drodze niecodzienne spotkanie (nurogęś?):

Krótka przerwa na poszukiwanie Granatowych Źródeł

I relaks na wodzie

I wreszcie niespiesznie dotarliśmy do końca trasy, a więc do bystrza przy naszym ognisku:

I cóż, raz na wodzie, raz pod wodą…

Chłopaki zgrabnie, ale trochę bokiem przeszli przez bystrze, zarzuciło nimi i kiedy huknęli w kamień nabrali tyle wody, że nie dało rady już utrzymać łódki na powierzchni.

Straty w ludziach- 0, straty w sprzęcie- popłynęła 1 para butów.

W całym tym zamieszaniu z wyciąganiem łódki na ciasnej plaży Agata zaliczyła kąpiel przy wychodzeniu z naszego kanu, ale dzielnie (i zwycięsko) walczyła, żeby go nie wywrócić:)

Gdy emocje już opadły, jak po wielkiej bitwie kurz, a wszyscy się umyli, przebrali i wysuszyli, przyszedł czas na wielkie grillowanie zorganizowane dla nas przez Tadka i Agnieszkę. Ta ziemniaczana zapiekanka będzie mi się śniła po nocach, om nom nom…

A na koniec jeszcze nocne fryteczki z ogniska:

28.05.2016 sobota

Rano (czyli po dziesiątej) wszystkie załogi zebrały się w zatoczce

aby zapozować do pamiątkowego wspólnego zdjęcia na wodzie:

I w końcu wszystkie łódki jedna za drugą ruszyły w drogę…

Prom

Różowa laleczka w podróży

Krótka przerwa na dowcip o papudze :)

I popas pod krzakiem w oczekiwaniu na wszystkich, którzy zostali w tyle

Obowiązkowe ciasteczka

Żeby nam nie było nudno w czasie postoju Marshall zaliczył kąpiel (niebezpieczne te krzaki) i znowu straty w sprzęcie sztuk 1 – nóż. Dobrze, ze spodnie (jedyne) wyschły po wczorajszej wywrotce…

Nasza łódeczka z naszym małym bajzlem

I postój obiadowy w pobliżu mostu między Toporowem, a Kamionem: kiełbaski z ogniska i lody z pobliskiej knajpy.

Pod koniec obiadu zaczęło grzmieć i wszystko wskazywało na to, że nie zdążymy „na sucho” dopłynąć do końca trasy. Na wierzch wyjechały sztormiaki i popłynęliśmy kawałeczek dalej, do progu za mostem. Próg niespływalny, nawet, jakby ktoś się bardzo uparł, więc konieczna była przenoska.

I już za progiem…

Na odcinku między progiem, a ośrodkiem było nieco kamieni, więc co jakiś czas trafiały się miejsca wymagające nieco ostrożności. Na jeden wpakowaliśmy się całą kilkułódkową tratwą, oczywiście zawisłyśmy na kamieniu my, ale udało się go pokonać bez kąpieli.

No i koniec tego dobrego…

a tak było pięknie… Kawałek brzegu w Krzeczowie i przyszło nam wyciągać kanu na brzeg, wyładować wszystkie bagaże i zatachać do czekającego już na nas autokaru.

Burza cały czas krążyła gdzieś wokół nas, ale nie złapała nas ani na wodzie, ani w trakcie powrotu do ośrodka. Na miejscu okazało się, że namioty są wilgotne, ale ciuchy, które zostały na sznurkach- suche.

Kierowcy pojechali po łódki, a cała reszta wykorzystała ten czas na prysznic i odpoczynek przed wieczornym wypiekaniem chleba, ogniskiem i pokazami filmów.

Ciasto gotowe do pieczenia

Ognisko ostatniego dnia rozpalał Aleks

Tzw jaszczury z ciasta chlebowego:

„Tataaaa, weź Ty, bo mi to spada…”

Chętni oglądali pokaz filmów Billa Masona o technikach pływania kanu:

Trochę grania i śpiewania…

W międzyczasie upiekły się chlebki:

Nawet było trochę tańców:)

Z braku śpiewnika wykorzystaliśmy rzutnik i wyszło nam to trochę jak kościelne karaoke, ale przynajmniej nikt nie mógł się wykręcić, ze nie zna tekstu…

29.05.2016 niedziela

I cóż, powoli wszyscy się rozeszli spać, w nocy wreszcie spadł deszcz i padał przynajmniej do południa. Nikomu już nie chciało się siedzieć i moknąć, pozwijaliśmy mokre namioty, pożegnaliśmy się i smętnie odjechaliśmy do domów. Mam nadzieję, że spotkamy się na kolejnym pływaniu jak najszybciej!

Na koniec, jak zwykle, ogłoszenia parafialne:

Szczególne podziękowania należą się Tadkowi i Agnieszce, którzy wzięli na siebie ciężar organizowania imprezy zarówno pod względem logistycznym, jak i tym, aby po prostu każdy czuł się dobrze. Zrobiliście to wspaniale!

Równie szczere podziękowania kieruję do wszystkich współpływaczy, współśpiewaczy i w ogóle współuczestników- świetna ekipa!

Więcej zdjęć jest w GALERII. Gdyby ktoś chciał dostać któreś  w oryginalnym rozmiarze i bez znaku wodnego, piszcie na maila. Gdyby ktoś sobie nie życzył, aby jego zdjęcie tu było, oczywiście też piszcie.

Jeśli ktoś miał być a nie był, niech żałuje; jeśli ktoś nigdy nie był, a mu się podoba, niech przyjeżdża na Zlot kanu w sierpniu. Do zobaczenia:)

P.S. Zbiorowe foto w zatoczce należy do Tadka

P.S.2 Sprostowanie- Podczas wywrotki pierwszego dnia utonęła skarpetka, buty się odnalazły:)

P.S.3 Żeby nie było, przytaczam wspomniany dowcip o papudze:

„Facet dostał na urodziny papugę. Szybko zorientował się, ze ma ona okropny nawyk przeklinania i rzuca mimochodem co drugie słowo. Cóż miał jednak zrobić – wyrzucić żal, zawsze to jakiś towarzysz, zresztą prezent. Wiele dni starał się walczyć ze słownictwem papugi. Mówił do niej miłe słowa, puszczał łagodną, klasyczną muzykę, robił wszystko, żeby dać papudze dobry przykład. Słowem – pełna poświęcenia terapia i wszystko na nic.

Pewnego dnia, kiedy papuga wstała lewą noga i była wyjątkowo wredna, facet nie wytrzymał. Zaczął krzyczeć, ale papuga darła się głośniej. Potrząsnął nią. Wtedy nie dość, ze go zbluzgała, to jeszcze dostał parę razy dziobem. Zdesperowany wrzucił ptaszysko do zamrażarki, zatrzasnął drzwi, oparł się o nie i zsunął w dół. Papuga rzuciła się kilka razy o ściany zamrażarki, coś zabełkotała i nagle wszystko ucichło.

Facet ochłonął trochę, zaczął mieć wyrzuty sumienia. Otworzył szybko drzwi zamrażarki. Papuga milcząc weszła na jego wyciągnięte ramie i powiedziała:
– „Najmocniej przepraszam, ze uraziłam pana moim słownictwem i zachowaniem. Proszę o przebaczenie, dołożę wszelkich starań, aby się poprawić i nie dopuścić do podobnych scen w przyszłości”.
Facet był w szoku, już otwierał usta, żeby zapytać, co spowodowało tak radykalna zmianę, kiedy odezwała się papuga:
– „Czy mogę pana uprzejmie zapytać: co zrobił kurczak?”

 

6 myśli na temat “II Polski Dzień Kanu – 26-29.05.2016 Warta”

  1. hehe, nie wiem jak Ty to zrobiłaś, ale chyba na każdym zdjęciu widać mnie z browarem… :-)

    1. cóż… :) Musiałabym dobrze poszukać, chyba gdzieś było z jedno bez… Ze śniadania czy coś :D

  2. Super relacja, super fotki… Do zobaczenia!
    I tylko tych słynnych frytek z ogniska mi żal…. może następnym razem…

    1. To może za dwa tygodnie nad Pilicę? Nie wiem, czy będzie Główny Frytkowy, bo coś się miga, ale w planie są gofry i placki z ogniska:)

      1. Oj kusisz… gofry, placki, Pilica… Niestety na razie grafik napięty… Nie przewidziałam, że kanu wciąga… Ale na pewno kiedyś..gdzieś…

        PS. Gofry??? Serio???

Możliwość komentowania jest wyłączona.